W poprzednim wpisie (Na nowy rok życzę Microsoftowi) zapowiedziałem uzasadnienie tezy, że firma ta jest przyczyną swoistego zastoju lub nawet regresu technologicznego w większości polskich szkół.
1. TŁO.
Od szeregu już lat trwa nieprzerwany rozwój, ba, rozkwit nowoczesnych narzędzi i serwisów opartych o technologie online, pozwalające szerokim rzeszom internautów na publikowanie, komunikowanie się, dostęp do informacji, przechowywanie i przetwarzanie bardzo różnorodnych zbiorów informacji
- proste (wymagające tylko podstawowych umiejętności obsługi przeglądarki WWW),
- ogólnodostępne i najczęściej nieodpłatne (wymagające tylko dostępu do Internetu),
- wieloplatformowe (nie wymagające wiązania się z jednym systemem operacyjnym, jednym komputerem, konkretnym, płatnym oprogramowaniem).
Cały wynikający stąd złożony zespół zjawisk technologicznych, gospodarczych, kulturalnych i społecznych na naszych oczach szybko zmienia oblicze cywilizacji człowieka.
Jest immanentnie związany z edukacją na różne sposoby i na różnych poziomach. Systemy edukacji z coraz większym trudem usiłują się dostosowywać do coraz dynamiczniej zmiennego otoczenia.
2. INTERNET W POLSKIEJ SZKOLE.
Polska szkoła z dużym trudem radzi sobie z działaniem w opisanej sytuacji . Uwarunkowania i stan tego procesu nie są tematem dzisiejszego wpisu. Jest oczywiste, że nauczyciele i uczniowie powinni mieć dostęp do wszystkich nowoczesnych technologii użytecznych edukacyjnie i/lub technologii powszechnie wykorzystywanych i użytecznych dla większości populacji krajów rozwiniętych.
3. KOMPUTERY W POLSKIEJ SZKOLE
Większość szkół dysponuje laboratoriami komputerowymi oraz tzw. centrami multimedialnymi rozdzielanymi centralnie w kilku kolejnych edycjach w ciągu ostatnich lat. Zdecydowana większość pozyskiwanych tą drogą przez szkoły pracowni jest zrealizowana w oparciu o oprogramowanie Microsoftu. Standardowa konfiguracja jest sprzeczna z wieloma znanymi powszechnie zaleceniami wynikającymi z dostępnych od lat badań i opracowań. Zgodnie z nimi praktycznie wszystkie (upraszczając) monokultury sprzętowe, systemowe i programowe, sztywne konfiguracje, ograniczenia stosowalności różnorodnego oprogramowania, mediów, nośników informacji, centralizacja komputerów w pomieszczeniach o ograniczonym dostępie etc. są niekorzystne edukacyjnie i stanowią cechy rozpoznawcze systemów w początkowych stadiach wdrażania TI w edukacji. Naszkicowany zestaw niekorzystnych cech niestety wygląda jakby był zestawem założeń projektowych standardowej tzw. ministerialnej pracowni. W rzeczywistości jest inaczej, założenia projektowe dotyczyły łatwości administrowania, dystrybucji, konserwacji, kontroli ale nie potencjału edukacyjnego, elastyczności. Wśród założeń daje się zauważyć brak zaufania dla szkoły i wręcz jej ubezwłasnowolnienie decyzyjne, a nade wszystko - brzemienne konsekwencje użycia zamkniętego, płatnego oprogramowania konkretnego producenta*. Co gorsza - taka konfiguracja sprzętowo-systemowo-programowa jest konserwowana restrykcyjnymi i sztywnymi umowami (ze szkołą) o pięcioletnim czasie działania. Pięć lat, to więcej niż epoka w rozwoju sprzętu i oprogramowania!
______________________________________________
*Wiem, że formalnie była alternatywa systemowa, jednak jej realizacja skazała w praktyce szkoły na wybór oprogramowania MS, z wszystkimi tego złymi konsekwencjami. To nie rokowało najlepiej, ale praktyka monstrualnie przerosła najgorsze obawy. Jak? O tym już następnym razem.
c.d.n.
0 comments:
Prześlij komentarz