Od dzisiaj przestaję publikować nowe i aktualizować stare informacje o jakichkolwiek narzędziach wymagających instalacji na lokalnym dysku lub używania tradycyjnych lokalnych aplikacji (takich jak np MS Office). Za nieużyteczne uznaję także te narzędzia i serwisy, których używanie wymaga konkretnej przeglądarki (zwykle chodzi o MS Internet Explorer wskutek specyficznej polityki lansowania Windows przez Microsoft). Pozostanę przy narzędziach i usługach online, takich, których można używać z dowolnego komputera wyposażonego w dostęp do internetu i w przeglądarkę WWW.
________________________________________________________________
Liczba, zakres zastosowań, możliwości i dostępność darmowych narzędzi i usług online osiągnęła poziom, przy którym praktycznie każdą operację wykonywaną przy użyciu komputera w zastosowaniach edukacyjnych (i wielu innych) można zrealizować nie instalując żadnego oprogramowania na dysku lokalnym, nie przywiązując się do jednego miejsca, jednego komputera, jednego systemu operacyjnego. Nawet jeżeli czasem oznacza to dłuższy czas oczekiwania na uruchomienie serwisu (np. z uwagi na tragiczną przepustowość używanych w wielu polskich szkołach i domach łączy), to w zamian uzyskujemy nowe wspaniałe możliwości (przenośność, wieloplatformowość, elastyczność użytkowania i łatwość publikowania treści, możliwość współpracy online i wiele innych).
Mogą przestać istnieć nawet takie dziwaczne problemy jak zawodność Windows, koszty oprogramowania, czas tracony na instalację, konserwację systemu, dane utracone na zepsutym dysku,...
Piszę tylko "mogą", bo pewnie sporo czasu minie, zanim zaczniemy w pełni korzystać z zalet, skrótowo mówiąc, bycia "w pełni online",
Nadal będzie nam się wydawało, że potrzebujemy płacić za system operacyjny po to, żeby nam następnie zużywał na własne potrzeby więcej pamięci operacyjnej, miejsca na dysku i mocy procesora, niż kilka lat temu wystarczało do wielkich przedsięwzięć naukowych wielkiemu uniwersytetowi. Nadal będzie nam się wydawało, że nasz dysk twardy (o żywotności obliczonej zaledwie na parę lat!) gwarantuje jakąś trwałość danych, a serwis online poważnej firmy (używającej profesjonalnych macierzy dyskowych, systemów backupu etc.) takiej trwałości nie zapewnia. Nadal będziemy uważali, że wszyscy podglądają nasze prywatne dane przechowywane online, a za to nikt nie ma dostępu do naszego lokalnego dysku (przy statystykach mówiących, że co drugi komputer w Polsce, to zdalnie sterowany zombie).
W ciągu ostatniego roku akademickiego moi studenci korzystali z laboratorium, w którym NIE zainstalowano żadnego oprogramowania lokalnego. Czasem mieli do dyspozycji Windows Vista, czasem Ubuntu Linux, a czasem mogli wybierać system. Zawsze mieli do dyspozycji Firefoxa. Krótko mówiąc - nikt nie ucierpiał.
________________________________________________________________
Liczba, zakres zastosowań, możliwości i dostępność darmowych narzędzi i usług online osiągnęła poziom, przy którym praktycznie każdą operację wykonywaną przy użyciu komputera w zastosowaniach edukacyjnych (i wielu innych) można zrealizować nie instalując żadnego oprogramowania na dysku lokalnym, nie przywiązując się do jednego miejsca, jednego komputera, jednego systemu operacyjnego. Nawet jeżeli czasem oznacza to dłuższy czas oczekiwania na uruchomienie serwisu (np. z uwagi na tragiczną przepustowość używanych w wielu polskich szkołach i domach łączy), to w zamian uzyskujemy nowe wspaniałe możliwości (przenośność, wieloplatformowość, elastyczność użytkowania i łatwość publikowania treści, możliwość współpracy online i wiele innych).
Mogą przestać istnieć nawet takie dziwaczne problemy jak zawodność Windows, koszty oprogramowania, czas tracony na instalację, konserwację systemu, dane utracone na zepsutym dysku,...
Piszę tylko "mogą", bo pewnie sporo czasu minie, zanim zaczniemy w pełni korzystać z zalet, skrótowo mówiąc, bycia "w pełni online",
Nadal będzie nam się wydawało, że potrzebujemy płacić za system operacyjny po to, żeby nam następnie zużywał na własne potrzeby więcej pamięci operacyjnej, miejsca na dysku i mocy procesora, niż kilka lat temu wystarczało do wielkich przedsięwzięć naukowych wielkiemu uniwersytetowi. Nadal będzie nam się wydawało, że nasz dysk twardy (o żywotności obliczonej zaledwie na parę lat!) gwarantuje jakąś trwałość danych, a serwis online poważnej firmy (używającej profesjonalnych macierzy dyskowych, systemów backupu etc.) takiej trwałości nie zapewnia. Nadal będziemy uważali, że wszyscy podglądają nasze prywatne dane przechowywane online, a za to nikt nie ma dostępu do naszego lokalnego dysku (przy statystykach mówiących, że co drugi komputer w Polsce, to zdalnie sterowany zombie).
W ciągu ostatniego roku akademickiego moi studenci korzystali z laboratorium, w którym NIE zainstalowano żadnego oprogramowania lokalnego. Czasem mieli do dyspozycji Windows Vista, czasem Ubuntu Linux, a czasem mogli wybierać system. Zawsze mieli do dyspozycji Firefoxa. Krótko mówiąc - nikt nie ucierpiał.